Primal Scream | Expanded Bunker Trilogy Reissues 2026
Aby uczcić ich przełomową eksperymentalną trylogię - Vanishing Point (1997), XTRMNTR (2000) i Evil Heat (2002) - Primal Scream wydaje teraz po raz pierwszy rozszerzone edycje albumów z 'Trylogii Bunkrowej'. Niedawno zmasterowane pod nadzorem Bobby'ego Gillespie i Andrew Innesa przez Matta Coltona w Metropolis Studios w Londynie, te obszerne wydania tworzą ostateczny dokument rewolucyjnych eksperymentów dźwiękowych Primal Scream, nagranych w ich bunkrowym studiu w latach 1997-2002.
Nowe, rozszerzone edycje zawierają oryginalne listy utworów wraz z wyselekcjonowanym wyborem stron B i rzadkości, a także notki autorstwa uznanego pisarza Darrana Andersona. Wersje LP są tłoczone na kolorowym winylu.
W latach 1997 i 2002 szkoccy rebelianci rockowi Primal Scream dokonali znaczącej zmiany kursu, odchodząc od świątecznej, hedonistycznej fuzji acid house’u na płycie Screamadelica (1991) oraz inspirowanej retro pastiszu klasycznego rocka na Give Out But Don't Give Up (1994). Wycofani do swojego własnoręcznie zbudowanego studia w północnym Londynie – trafnie nazwanego „bunkrem” – kreatywne siły napędowe Bobby Gillespie i Andrew Innes zaczęli przełamywać tradycyjne ramy tego, czym może być zespół gitarowy. Rezultatem była trylogia albumów Vanishing Point (1997), XTRMNTR (2000) i Evil Heat (2002), która dziś jest zbiorczo znana jako „Bunker Trilogy”.
Ten okres stanowi diametralne przeciwieństwo łagodnego, samozadowolonego optymizmu, który charakteryzował britpop lat 90. Podczas gdy inni machali flagami, Primal Scream wolał je raczej podpalić i skierował paranoję, antykapitalistyczną wściekłość oraz lęk przed przełomem tysiącleci w bezkompromisowy atak dźwiękowy. Mieszając ciężkie, industrialne rytmy, motoryczny krautrock, głęboki dub, techno i ostry punk, trio albumów stworzyło dystopijną wizję, która niemal przewidziała kapitalizm nadzoru i rosnącą militaryzację, które miały naznaczyć XXI wiek. Dziś te trzy wydawnictwa zaliczane są do absolutnych szczytów w katalogu Primal Scream i są chwalone za poszerzenie granic rocka alternatywnego oraz zainspirowanie całego pokolenia elektronicznych zespołów rockowych.
Jak Vanishing Point (1997) na nowo zdefiniowało mroczne elektroniczne brzmienie Primal Scream
Po ich krótkotrwałej i ostro krytykowanej wycieczce w amerykański roots rock Primal Scream powrócił do brytyjskiego podziemia z Vanishing Point, albumem stworzonym jako alternatywna ścieżka dźwiękowa do kultowego egzystencjalnego road movie o tym samym tytule z 1971 roku. Album zaznaczył pierwszy decydujący krok w erę bunkra swoją mroczną, filmową atmosferą i intensywnym wykorzystaniem otulonego pogłosem dubu oraz powtarzających się basów krautrockowych.
Album zyskał znaczący impuls dzięki nowemu składowi, gdzie były basista The Stone Roses, Gary „Mani” Mounfield, wniósł ciężką, groove’ową sekcję rytmiczną, która nadała zespołowi nowe i bardziej mroczne podłoże. Utwory takie jak „Kowalski” i „Burning Wheel” podważały klasyczne struktury piosenek popowych mocno zniekształconymi loopami, podczas gdy instrumentalny utwór „Trainspotting” został uwieczniony przez film Danny'ego Boyle'a o tym samym tytule. Vanishing Point był zastrzykiem czystej dźwiękowej klaustrofobii, która przesunęła tożsamość zespołu z nostalgicznego rewitalizmu w odważny, eksperymentalny wszechświat, gdzie nastrój, tekstury i rytm były ważniejsze niż tradycyjne refreny.
Jak XTRMNTR (2000) stał się dystopijnym arcydziełem politycznego industrialnego rocka
Jeśli Vanishing Point było złowrogim ostrzeżeniem, to XTRMNTR (Exterminator) było samą eksplozją. Album ukazał się u progu nowego tysiąclecia i jest szeroko uważany za kulminację Trylogii Bunkra – a przez wielu również za najsilniejsze i najważniejsze dzieło w drugiej połowie kariery zespołu. Nadal stanowi wzorcowy przykład agresywnego, politycznie naładowanego elektronicznego punk rocka i działa niemal jako brytyjska odpowiedź na bezkompromisową wściekłość Rage Against the Machine.
Tutaj Gillespie i Innes przekształcili studio w kreatywną broń i zaprosili na pokład wielu wybitnych muzyków-outsiderów oraz pionierów muzyki elektronicznej. Kevin Shields, genialny i skryty twórca My Bloody Valentine, został stałym gitarzystą koncertowym i współproducentem i otulił utwory takie jak „Accelerator” i „Shoot Speed/Kill Light” chaotycznym, lecz pięknym kocem hałaśliwych gitar. Jednocześnie The Chemical Brothers i producent techno Jagz Kooner dodali bezlitosne rytmy klubowe do legendarnej antyestablishmentowej piosenki „Swastika Eyes”. Z tekstami o militarno-przemysłowych strukturach władzy, chciwości korporacji i korupcji politycznej XTRMNTR odrzucił idealizm flower power z przeszłości. Album do dziś pozostaje ponadczasowym arcydziełem, które przewidziało społeczne i polityczne napięcia charakteryzujące erę cyfrową.
Wewnątrz Evil Heat (2002): Dziedzictwo po finale Trylogii Bunkra
Ostatni rozdział trylogii, Evil Heat, jawił się jako brudny, nieprzewidywalny i głęboko psychodeliczny młodszy brat XTRMNTR. Nagrany w tej samej ciasnej bunkrowej mentalności album objął nagłe zmiany nastrojów i surową, bezkompromisową estetykę electroclash, co dodatkowo podkreśliło całkowite odrzucenie przez zespół muzycznego bezpieczeństwa.
Album oferuje niezwykłą plejadę gościnnych muzyków, co podkreśla szczególną pozycję Primal Scream w historii muzyki alternatywnej. Supermodelka Kate Moss użycza wokalu w zmysłowej, mechanicznej interpretacji „Some Velvet Morning” Lee Hazlewooda, Robert Plant z Led Zeppelin gra na harmonijce ustnej inspirowanej garage rockiem w „The Lord Is My Shotgun”, a zarówno Andrew Weatherall, jak i długoletni współpracownik Brendan Lynch, wnoszą swój wkład w produkcję. Od ciężkiej, mrocznej psychodelii w „Deep Hit of Morning Sun” po agresywny atak techno-punkowy w „Miss Lucifer” Evil Heat zbiera wszystkie doświadczenia, które zespół zdobył przez pięć lat w bunkrze.
Ogólnie rzecz biorąc, Trylogia Bunkra rozsadziła ramy tego, czym mógł być brytyjski zespół rockowy, i miała ogromne znaczenie dla kolejnej generacji artystów, którzy pragnęli połączyć postawę punka z produkcją elektroniczną – w tym Death in Vegas, Kasabian, LCD Soundsystem i Factory Floor. Wiele dekad później te trzy albumy wciąż stanowią nieodłączne świadectwo artystycznego ryzyka i bezkompromisowej kreatywności.